Christain Thibaudeau w Polsce, czyli jak to się robi za wielką wodą.

Christain Thibaudeau w Polsce, czyli jak to się robi za wielką wodą.

Nie dawno, bo 21.01.2017 miałem okazję brać udział w pewnym dość specyficznym szkoleniu dobrze znanego kanadyjskiego trenera Christiana Thibaudeau. Dla osób nie związanych ze sportami siłowymi powiem, iż jest to jeden z największych autorytetów planety i okolic w zakresie budowania odpowiednich właściwości fizjologicznych zawodnika. Christian to kanadyjski trener, który swoje pierwsze prace w Internecie zaczął zamieszczać w późnych latach 90tych. Jego przygoda rozpoczęła się od takich magazynów jak kultowy Iron Mag, a dziś współpracuje ze znanym portalem Testosterone Nation. Ma on na swoim koncie kilka poważnych publikacji w postaci książek dla trenerów, setek artykułów i tysięcy materiałów wideo. Są to znane i obowiązkowe tytuły dla każdego, kogo interesuje coś więcej niż sięganie po efektywne budowanie sylwetki, gdyż jak to sam Chris mówi: jest to jedynie efekt uboczny tworzenia siły, mocy oraz innych właściwości fizjologicznych zawodnika. Osobiście sam wszystkich jeszcze nie czytałem, ale powoli nadrabiam straty i powiem jedno: „The Black book of training secrets” to absolutny must have w swojej biblioteczce i każdy z nas winien mieć możliwość takiego punktu odniesienia względem swojej aktualnej wiedzy. No nic ale dość może o samym autorze przejdźmy do szkolenia.

Dzień pierwszy. Wchodzę na salę, spóźniony, bo jadąc z moim serdecznym przyjacielem Markiem Wadasem, oczywiście wspaniałomyślnie oblałem sobie spodnie colą i trzeba było wracać do Hotelu. Marek z ciężkim bólem wiezie swojego kumpla (gdyż sam umiera po dniu ciężkich treningów, w końcu nie zawsze ma wiedźmina pod ręką J Pozdro Maras) i dowozi całego oraz przebranego na miejsce. Zatem wkraczam na salę, na wejściu wita mnie cała plejada mózgów zajmujących lokalne kuźnie mocy. Od samego wejścia Jociech Jusiel, któremu serdecznie dziękuję za wyjątkową gościnę i iście królewskie przyjęcie mojej skromnej osoby u siebie, prowadzi mnie wzrokiem w miejsce gdzie odbywa się wykład. Siadam, przed samym wejściem zaliczone 2 Brain Fuel-e, coby skupienie było na najwyższym poziomie i słucham. Słucham typa, aż nagle czuję jak otwierają mi się kolejne „klapki w głowie”, obserwuję go, jego ruchy, widzę, że jest jeszcze lekko spięty i nie czuje się swobodnie mówiąc do nas w języku angielskim. Prowadzący bada publikę sprawdzając jednocześnie czy nadążamy, a także czy stan naszej wiedzy jest na tyle wysoki, aby rozumieć jego słowa. Kanadyjczyk ubrany dosłownie w niebieski dres, zaczyna coraz pewniej czuć się na sali wykładowej i skrzętnie tłumaczy nam poszczególne zagadnienia budowania fizjologicznych aspektów sportów siłowych. Padają pierwsze pytania, całość jest płynna i wszyscy czują już nadchodzące „Flow”. Przerwy w zasadzie zbyteczne, regularnie pojawiają się co jakiś czas, aby móc zamówić burgera i lekko cukrem podrasować te wytężone mózgi. W trakcie wykładu czuć zdecydowanie tę moc kiedy wiesz, że prelegent WIE. Zdajesz sobie sprawę z tego, iż duch lat jego doświadczeń, przerobionych badań, odchowanych podopiecznych, są tutaj razem z Tobą na tej sali. Dość magiczne uczucie, mówiąc szczerze. Mijają kolejne minuty i nagle rozmawiając mimo chodem, niby niechcący, ale mówię do znajomych:

– Zaraz zaraz, czy ja nie zrobiłem jakiś czas temu o tym materiału/filmu/artykułu?

Dokładnie tak! Autor zdecydowanie Nas upewniał w tym, że droga, którą podążamy jest właściwą, a te teorie jakie mamy, czy mieliśmy do tej pory w głowie, w znaczącej części są prawidłowe i byliśmy wszyscy na dobrym szlaku. Z każdym kolejnym zdaniem, kiedy Brain fuel zaczął się już „wkręcać” na maxa, euforia związana z radością odkrywania na nowo tego co robisz była rewelacyjna. Wspaniałe informacje oraz nowe ciekawe spostrzeżenia względem programowania treningowego, ilości powtórzeń, serii, dobierania ćwiczeń, częstotliwości, różnego tempa wykonywanych ewolucji oraz właściwości związanych z odpowiednią aktywacją łańcuchów kinetycznych były cudną karmą dla naszych spragnionych wiedzy głów. Nie wiem kiedy minęło mi 8 godzin, bo jedyne co robiłem to słuchałem Chrsitiana i chciałem WIECEJ! Wiedziałem jedno. Skoro mówi nam, że droga którą podążamy jest ok, to musi być jakiś haczyk, a tu nagle koniec. Dlaczego!? Chcemy więcej!

Hmmm jutro też jest dzień zobaczymy co nam przyniesie – pomyślałem.

Po szkoleniu obowiązkowy burger na mieście i oczywiście rozmowy z kursantami, zatem bardzo udany wypad. Po bardzo ciekawym dniu, nadchodzi błogi sen, próbuje sobie wszystko w głowie poukładać, aby konsolidacja moich wspomnień, była na jak najwyższym poziomie.

Drugi dzień. Ranek. Otwieram oczy, od pierwszej chwili podniecony nachodzącym dniem, szybka jajecznica – wspaniała opcja móc sobie zrobić własne żarcie na redukcji, gdy się wynajmuje apartament z kuchenką – dzięki Prezes! Szybkie ogarnianie, znów kolejne porcje supli w tym obowiązkowy dopalacz mojego mózgu i tak uzbrojony w czujność, tłuszcze nienasycone i ogromne chęci zdobycia wiedzy, wkraczamy znów na miejsce wykładów. Widzimy: już wszyscy siedzą, my jak zwykle leciutko spóźnieni (tylko 5 min, żeby nie zdenerwować  wykładowcy, za mocno) tym razem nawet nie siadamy. Jak pierwszy dzień był powiedzmy poklepaniem po ramieniu i mówieniem: „Tak dobrze idziesz”, to kolejny brzmiał: „Choć pokaże ci, co jest po drugiej stronie lustra”. Z minuty na minutę czuję presję nowych widomości wwiercających mi się w mózg, sięgam po kolejną porcję supli i ciężko notuję najważniejsze informacje przekazywane przez naszego prelegenta w bardzo elegancki i płynny sposób. Nagle dowiaduję się, jak ustawić dynamikę programowania treningowego do indywidualnego przypadku oraz czym się różnią poszczególne typy profili psychologicznych sportowców. Następnie oglądamy technikę złożonych ćwiczeń i ich wariantów oraz uczę się o ich implementacji w codziennym życiu zawodnika, zależnie od jego aktualnych „braków”. Dostajemy dokładną instrukcję, jak krok po kroku, przyspieszać rozwój fizjologicznych właściwości zawodnika. Jak wcześniej miałem wrażenie, że raczkuję dopiero w tym sporcie, tak teraz wiedziałem już na pewno. Christian z każdą kolejną minutą otwierał kolejne „drzwi” informacji, gdzie dostawaliśmy jedną odpowiedź, do której każdy z nas miał co najmniej dziesięć pytań. Na szczęście prowadzący płynnie instruował swych kursantów oraz odpowiadał na pytania w sposób taki, że każdy na sali mógł czuć się usatysfakcjonowany z odpowiedzi. Szczerze, chciałbym kiedyś potrafić w taki sposób przeprowadzić jakiekolwiek szkolenie. Jak pierwszy dzień był bardzo ciekawy i zainspirował mnie do dalszej pracy nad swoim zasobem wiedzy, tak drugi był pociskiem prosto w przysłowiowe „dupsko” aby ruszyć do przodu, uczyć się i zdobywać kolejne połacie cennych informacji, które tam są i czekają na ich wygrzebanie. Na koniec oczywiście chwila rozmowy z samym wykładowcą, który pierwsze co mi powiedział brzmiało tak:

– „I did noticed your huge triceps…”

* Zalety:
💣Wspaniałe miejsce, prawdziwa siłownia, a nie klub fitness, co gwarantowało nam dostęp do profesjonalnego sprzętu.

💣Bardzo przyjazny i „czysty” język prowadzącego, co sprawiało iż słuchanie go i zapamiętywanie wiadomości było bardzo proste.

💣Złożoność zagadnień poruszanych w trakcie wykładu była adekwatna do poziomu kursantów na sali.

💣Długość spotkania i rozbicie szkolenia na dwa dni, dały możliwość lepszego zapoznania się z nowymi faktami.

💣Przyjemna atmosfera i możliwość zadawania naprawdę sporej liczby pytań w trakcie oraz po zakończonym seminarium

* Wady:

💣Jak wszystkie gwiazdy, po skończonym seminarium, do tej pory jest problem z otrzymaniem pełnej i poprawnej wersji prezentacji.

* Podsumowanie:

Jedno z najlepszych szkoleń na jakim kiedykolwiek byłem.

 

DSC_0222 DSC_0220 DSC_0221

O autorze

Donaj

Jeden komenatrz

Zostaw komenatrz
  • Chris to mega postać, ale w pewnym momencie natężenie aluzji do reklamowanych suplementów które umieszczał w swoich artykułach stało się dość ciężko strawne. No offence, ale warto potraktowac to jako case study

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych tagów HTML i atrybutów <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Copyright © 2015. Mateusz "Donaj" Donajski

/* ]]> */