Jak opanowałem strach

Tym razem Cię mam, czyli jak opanowałem strach cz. 2

W poprzednim odcinku omówiliśmy dwie metody walki ze strachem, które bezpośrednio mi oraz moim podopiecznym pomogły, przemóc lęk związany z walką na turnieju, czy uprawianiem sportów ekstremalnych. Ale co w przypadku, gdy przeżycie jest tak intensywne jak walka w klatce? Kiedy stajemy oko w oko z przeciwnikiem, który nie chce w ramach sportowej uprzejmości nam tylko założyć efektowną dźwignię, ale ciężko nas zranić, czy wręcz znokautować. Wówczas sprawa ma się inaczej, gdyż jak sam wiem z doświadczenia, dopiero przy pierwszej swojej walce MMA, ciężko przekonałem się na własnej skórze, jak bardzo można się bać. Same przygotowania do walki, przebiegły raczej lajtowo i niczym się nie przejmowałem, gorzej było w dniu warzenia. Kiedy weszliśmy do Press room-u, a wokół nas byli już dziennikarze, organizatorzy oraz kibice, którzy przyszli obejrzeć warzenie. Od samego wejścia na sali było czuć w powietrzu narastające napięcie. Te uczucie było niczym komar nocą, który cały czas brzęczy nam nad uchem, ale jest tak ciemno, że za cholerę gnoja nie widać. Mijają kolejne minuty, zawodnicy się zbierają. Ciśnienie powoli, acz skutecznie i systematycznie rośnie. Konferansjer czyta pierwsze nazwiska. W pewnym momencie słyszę: Mateusz Donajski. Podchodzę do wagi, wjeżdżam. Cyfry nieubłaganie lecą do góry, nie musiałem dużo ścinać, więc byłem swego pewny Blat wykazuje, że jestem w limicie, uff przynajmniej jeden stres mniej. Wyczytują rywala. Ten spokojnie (cwaniak jest u siebie w mieście) podchodzi do wagi, z uśmiechem na ustach poddaje się całemu procesowi. Przyglądam mu się, widzę pewność siebie, spokojny oddech i kawał *uja, którego jutro będę musiał ubić. Wielkie chłopisko. No nic, stajemy ładnie naprzeciw siebie do prasowego zdjęcia, konferansjer ogłasza dystans walki. Po chwili, przywalamy piąteczkę i jakby nigdy nic wracamy do swoich ekip. W głowie lekki mętlik, przecież jutro będę tego gościa kasował, a on taki spokojny… Będzie dobrze, pocieszam się. Nadchodzi noc. Ciężka, długa, pełna myśli. Głowa waży prawie tonę. Oddech niestabilny, niemiarowy. Serce wali, jak młot kowalski o kowadło, wydając nieznośne huki w mej głowie… Zasypiam.

*Przykład:🆚
Dzień walki. Do momentu, aż nie wlazłem na halę w Gryficach, ciśnienie narastało, a później nastąpiło jawne trzęsienie ziemi. Koledzy z teamu mnie uspokajają, mówią że będzie dobrze, że spotkałem się z nim na ADCC i tam go udusiłem… nic nie pomaga. W głowie totalny rozpierdziel, mętlik, mgliste myśli. Jedno co mnie trzyma w postanowieniu walki to charakter (przecież teraz już za późno, zgodziłem się, trzeba iść). Jest makabra. Podchodzi do mnie koleś i mówi: „Donajski, grzej się, niedługo wjeżdżasz”. Mój team długo nie myśląc zabiera mnie na rozgrzewkę. Wchodzę na bieżnie, delikatnie zwiększam ciśnienie krwi, lekko przepalam płuca. Po jakiś 10 min idziemy tarczować. Wchodzimy do cichego pokoju, jestem ja i mój partner Łukasz Korczyński. Widzi, że jestem spięty jak talib z turbanem allah akbar, przed wejściem do paryskiego tygodnika. Zaczyna Gatkę:
„Stresujesz się?”
„Jak cholera”
„Nie przejmuj się, mój kolega (zawodnik KSW, nie będę tutaj upubliczniał danych) powiedział mi kiedyś, że przed walką jest osrany jak cholera, że w głowie ma myśli, co ja tutaj robie, przecież mogłem lizać cipkę mojej pięknej Pani. Ale to mija po pierwszym gongu, wówczas od razu jesteś świeży i skoncentrowany”
Wtedy właśnie coś się stało, uderzyłem lewym prostym i zalała mnie ta fala stoickiego spokoju, który mi towarzyszył, aż do końca 3 rundy. W trakcie walki słyszałem wszystkie podpowiedzi narożnika, wykonywałem dokładnie polecenia. Byłem skoncentrowany, skupiony i działałem jak dobrze naoliwiona maszyna. Nawet po pierwszym strzale, w pierwszej rundzie, kiedy to bezpośrednio po obaleniu, oponent z pleców wystosował mi taką pikietę, że pękł łuk brwiowy. Wówczas trzasło, błysło i jak wróciłem to wiedziałem co mam dalej robić i jak spokojnie wygrać tę walkę. Co przerwę Cutman robił co mógł, aby ten łuk, co krwawił, jak zarzynane prosię w rzeźni jakoś wytrzymał. Mimo tego byłem w pełni skoncentrowany na zadaniu, nie czułem bólu, strachu czy wściekłości, a jedynie skupienie, spokój i kurewską determinację. Te trzy uczucia towarzyszyły mi do końca 3 rundy, kiedy to po usłyszeniu gongu, w przeświadczeniu pewnej wygranej, zacząłem się cieszyć, jakbym właśnie pierwszy raz w życiu bzykał.
Długo po walce zastanawiałem się, skąd był ten spokój, jak ja to zrobiłem, jak opanowałem strach. Wówczas przypomniało mi się co Karol Goszcz mi mówił o kotwicach i metaprogramach, czego efektem jest ten artykuł.

*Ćwiczenia wywołujące konkretne stany:♥♥♥
💣💣💣Metaprogramy: tym terminem określa się filtry, jakie posiada w swoim umyśle każdy człowiek. Te filtry powodują, że każdy z nas interpretuje napływające do nas informacje w specyficzny dla siebie sposób. W rezultacie metaprogramy tworzą nasze własne światy
1. Do pracy nad samym sobą. Gdy poznamy według jakich metaprogramów działamy, będziemy bardziej świadomi swoich zachowań
2. Do komunikowania się i wywierania wpływu na innych ludzi. Znając metaprogramy innych ludzi jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć ich sposób myślenia i funkcjonowania.
W zależności od literatury i trenerów NLP wyróżnia się od kilku do kilkudziesięciu metaprogramów.
Zanim jednak przejdziemy do konkretnych metaprogramów, to zajmiemy się jednym z założeń NLP, które brzmi:
JEŻELI NASZ KOMUNIKAT (PRZEKAZ) NIE ZOSTAŁ WŁAŚCIWIE ZROZUMIANY PRZEZ ODBIORCĘ, TO WINA LEŻY PO NASZEJ STRONIE!
Proponuję przeczytać powyższe założenie kilka razy. Ma ono diametralne znaczenie z punktu widzenia całego NLP. Jego sens jest taki, że to nadawca jest odpowiedzialny za to, jak jego komunikat zostanie odebrany i zrozumiany przez odbiorcę. W tym momencie być może ktoś skomentuje to słowami: to przecież jasne jak słońce. Niestety dla zdecydowanej większości masy wcale takie
oczywiste to nie jest. Gdy komunikujemy się z drugą osobą i ona nas nie rozumie, to najczęściej nie nasza wina, przecież urwał powiedziałem, o co mi chodzi
Istotne rodzaje metaprogramów, ale tutaj omówimy dla nas najistotniejszy:

  • Metaprogram OD — KU

Osoby mające metaprogram KU, to tacy, którzy mają cele i marzenia, do których dążą. Często nie zwracają one uwagi na możliwość wystąpienia problemów. Z kolei osoby OD, to takie, które przed czymś uciekają. Osoby takie łatwo dostrzegają problemy. Tak więc osoba KU może, np.: mieć takie cele: „Chce być bogaty”, czy „Chcę być nieustraszony”. Osoba OD ma z kolei cele: „Nie chcę być biedny”, czy „Nie chcę się bać”.
Przykład:
Zakup auta. Osoba KU: „Chcę mieć nowy samochód”. Osoba OD: „Mam nadzieję, że mój samochód będzie jeszcze długo mi służyć”.
Proponuję abyś zastanowił się, którym typem Ty, drogi czytelniku jesteś. Czy częściej wyobrażasz sobie do czego zdążasz, czy od czego uciekasz? A może jesteś gdzieś po środku? Jak pokazują badania prawda leży pośrodku. Najlepsze efekty motywacyjne, jak i sprawności emocjonalnej, posiadają osoby, które potrafią być zarówno KU jak i OD. Sprawdzono to kiedyś na grupie sportowców, którzy ulegli różnym kontuzjom. Podczas powrotu do zdrowia i rehabilitacji najlepsze efekty uzyskali ci z nich, którzy mieli z jednej strony wyznaczone cele, do których dążyli, a z drugiej strony czuli też potrzebę ucieczki od niekomfortowej sytuacji. Podobnie było (i nadal jest) w moim przypadku. Ja jestem osobą KU. Czyli mam wyznaczone cele i marzenia, ku którym dążę. Jednak najlepsze efekty uzyskuję, gdy dodatkowo otrzymuję kopa w postaci OD. Ma to miejsce jak coś mi się nie uda, ewentualnie jak to mam w zwyczaju, coś spieprzę . Wtedy nie załamuję się, tylko wykorzystuję występujące negatywne emocje (złość, frustrację, gniew) aby się dodatkowo doładować i z większą determinacją ruszyć do przodu. Jeżeli ktoś dla odmiany jest typem OD, to warto, aby taka osoba nauczyła się również wyznaczać cele, do których chce dążyć. Metaprogram OD – KU możemy stosować jako narzędzie automotywacji. Przykładem jest osoba, która nie radzi sobie ze stresem przed zawodami, czy walką. Taki pacjent powinien na kartce papieru wypisać, co chce przezwyciężyć, z pozycji zarówno KU jak i OD. Zatem dzielimy kartkę na pół i piszemy:
KU: „Chcę być odważny”, „Chcę być spokojny”, „Chcę umieć planować swoje walki”, etc.
OD: „Nie chcę się bać”. „Nie chcę się denerwować”, „Nie chcę walczyć chaotycznie”, etc.
W kolumnie KU warto puścić wodze wyobraźni, wypisać tyle wspaniałych celów i marzeń, jakie chce się osiągnąć, ile tylko przyjdzie nam do głowy. W kolumnie OD warto wypisać wszystkie sytuacje, od których pragniemy uciec. Można prześledzić swoje życie i wypisać wszystkie sytuacje, które nam nie odpowiadały i których chcielibyśmy w przyszłości uniknąć. W zależności od tego, czy jest się osobą bardziej na KU czy OD, wpisywanie zdań w jednej kolumnie zapewne będzie szło łatwiej.
Stworzona przy pomocy powyższej metody lista KU i OD to narzędzie motywacyjne. Za każdym razem gdy nachodzą nas wątpliwości czy ma sens starać się, wychodzić znów na ten ring, możemy przejrzeć tę listę. Sami możemy zdecydować czy będziemy przeglądać obydwie kolumny, czy tylko jedną, czy wszystkie pozycje lub tylko wybrane. Ważne aby czytając poszczególne pozycje starać się odczuwać uczucia z nimi związane, które mogą stanowić impuls do poniesienia kolejnego wysiłku w celu przezwyciężenia swoich słabości.

💣💣💣Kotwice: są to zakorzenione w nas stany, które „odpalają” się w sposób mnemotechniczny, pod wpływem jakiś trigger point-ów. To może być cokolwiek: dźwięk, muzyka, dotyk. Każdy z nas tak ma, że pod wpływem jakiegoś kawałka, wraca mu wspomnienie, z któregoś miłego wydarzenia w życiu, czy to będzie dobra impreza, świetny seks, cokolwiek. Razem z tym wspomnieniem ciało migdałowate daje znać odpowiednim częściom mózgu, aby zacząć wydzielać odpowiednie hormony, np.: serotoninę i tak oto na myśl o dobrej bibie sprawia, że choć przez chwilę jesteśmy bardzo szczęśliwi. Prawda jest taka, że za pomocą ludzkich wspomnień oraz posiadając podstawową wiedzę o NLP (Neuro Lingwistycznym Programowaniu), programujemy swój umysł świadomie lub w sposób nieświadomy. NLP to narzędzie, umożliwiające kontrolę na tymi właśnie kotwicami. Ja w sposób mimowolny, poprzez to, że na każdym treningu nie gadam (autentycznie, wolę robić, niż gadać) i jedyne o czym myślę to właśnie: o spokoju, wskazówkach trenera, moich błędach i ich ciągłym powtarzaniu zadania – na dźwięk lewego prostego wbijającego się w tarczę, zakotwiczyłem sobie właśnie ten stan umysłu. Zrobiłem to zupełnie nieświadomie. Prawda jest taka, że każdy z nas może to robić w sposób kontrolowany.
Przykład: Siadasz w totalnej ciszy w pokoju, zamykasz oczy, skupiasz się na jakimś wybranym konkretnym wspomnieniu, jakiemu towarzyszy konkretny stan. Dla mnie jest to sala treningowa/siłownia – tam jestem zawsze „sam”. Zaczynasz sobie przypominać dokładnie w szczegółach to wybrane wspomnienie. Co widzisz? Prawdopodobnie jest to jakiś obraz, film lub dźwięk. Zatem, oczami wyobraźni, powiększasz ten obraz, zwiększasz następnie jego kontrast, nasycenie barw. Powoli, acz dokładnie, przybliżasz go do siebie. Skupiasz się na uczuciach jakie jemu towarzyszą i narastającym wewnątrz ciała emocjom, jakie te wyobrażenie Ci daje. Następnie powiększasz ten obraz do maksymalnych rozmiarów. Gdy to osiągniesz strzel palcami, klaśnij rękoma, wykonaj dla Ciebie charakterystyczny gest, zrób cokolwiek co pozwoli Ci „zakotwiczyć” ten stan. Następnie, mając dalej zamknięte oczy, zmniejsz ten obraz w wyobraźni, oddal go, przycisz, spraw aby był ciemniejszy, barwy niech staną się bardziej wypłowiałe. Jak się czujesz? To teraz odczekaj chwilę, uspokój się, a później zamknij oczy i strzel pacami xD Miłej jazdy
To ćwiczenie należy wykonywać wielokrotnie najlepiej codziennie, aż do SKUTKU! Wówczas, na zawołanie, będziecie się czuli tak jak chcecie, nie zależnie od sytuacji w jakiej się znajdujecie Ważne jest, aby przeżycie, do którego wracacie w wyobraźni było intensywne, mocne, nasycone wspomnieniami i zabarwione emocjonalnie. Jeśli uczucie nie jest szczere, wówczas nie osiągniemy sukcesu.

*Wnioski:
Stres/strach nie zniknie sam, od pogadanek z trenerem, czy kolegami. Trzeba nad nim pracować, tak samo jak nad techniką uderzeń, obaleń, dźwigni.
Jak zabierasz się do pracy, koniecznie skorzystaj z kartki i długopisu. To co zapisujemy jesteśmy w stanie w łatwy, mnemotechniczny sposób zapamiętać, gdyż zapisana myśl jest autoprezentacją naszego ego, a co za tym idzie, nasza podświadomość akceptuje to, co zapisaliśmy i traktuje jak własny twór.
Poszukując wrażeń, do „zakotwiczenia” poszukuj najsilniej zabarwionych stanów emocjonalnych, te znacznie łatwiej zapamiętuje.
Każdy z nas jest inny, a co za tym idzie intensywność treningów w naszej głowie dla każdego jest różna. Nie ograniczaj się i trenuj przy każdej możliwej okazji, w domu, w szatni, przed sparingami, w restauracji, etc.
Wszyscy jesteśmy unikalni! Jedni, aby czuć się dobrze na walce, potrzebują przypomnieć sobie uczucia wzniosłe, mocne, tj.: skok na bungee, pierwszy seks, etc. Natomiast są tacy, którzy potrzebują pamiętać, np.: ciszę biblioteczną. Sam musisz odnaleźć najlepsze dla siebie wspomnienie i je pielęgnować.

*Puenta:🆒
Każdy rodzaj treningu, zarówno fizyczny jak i mentalny przybliża nas do zwycięstwa, w domu, w pracy, na Sali treningowej, w życiu osobistym.

💪💪Zatem nie ważne czy ćwiczysz, czy walczysz, wracasz z tarczą albo na tarczy.💪💪

Zapamiętaj:
„Potężny ponad miarę”

Przypisy:
Andrzej Batko: „Haker umysłów”
Andrzej Batko: „Sztuka perswazji, czyli język wpływu i manipulacji”
Richard Bandler: „Umysł. Jak z niego korzystać?”

Ważne adresy:
Tłuste życie
Szkolenia Mauricz.com
Barbell Brothers – Świetna kadra trenerska
Newsy ze świata grappling-u

O autorze

Donaj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych tagów HTML i atrybutów <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Copyright © 2015. Mateusz "Donaj" Donajski

/* ]]> */