O mnie

O mnie słów kilka, abyś został z nami na dłużej niż ta chwilka.

  • Początki

Serwus, jestem oswojony nerwus. Sportem się jaram od dość dawna, kiedy to jeszcze jako człowiek z kampanii reklamowej: „Michellina” chciałem się wykazać niezwykłą sprawnością i zapisałem się na Judo. Moja huczna kariera zakończyła się po roku treningów, kiedy po pierwszych badaniach padłem niczym moher na kolana w kościele. Wyrok był jasny i klarowny jak woda w klozecie. Lekarz sportowy nie dopuszcza do dalszego rozwoju psychoruchowego dziecka. Zatem długo nie czekając na kolejne zezwolenia z krainy ZSRR, kontrolowanej w pełni przez forum rodzicielskie, wziąłem się za esport, karcianki i RPG-i… tam można być tłustym, tam tylko potęga umysłu się liczy… JAK cholera! Będąc dalej postrzegany przez pryzmat słodkiego grubasa, postanowiłem walczyć z łatką społeczną tłuściocha z umysłem ostrym jak osełka i polazłem na siłkę. Siłownia podziemna, z ziomkami, wiadomo. Wszędzie plakaty, gołe baby, wystrój prawdziwie więzienny vintage. Idealny plan pod kino a’la noir. Moja oraz współwłaścicieli wiedza była na jednym poziomie… Betonu. Nie przejmując się jednak tymi brakami, uzbrojeni w gryf z obciążeniem do 80 kg, drewnianą ławkę, ruchome krzesło, dzielnie walczyliśmy z naszymi planami treningowymi, które o dziwo nie odbiegały od treningów średnio ogarniętych Ogrów z siłki. Ot takie to początki. Bicek urósł, klata nabrała kształtu, noga jak u konia. Byłem dumnym posiadaczem 45 cm bica, 80 cm nogi oraz … 110 cm brzucha. Tak, tak standardowy polski żel betonowy kloc.

  • Nowa droga

Niestety moje braki dotyczące żywienia mocno dawały się we znaki. Walczyłem z tym na różne sposoby, przerzucałem się z lodów na kebaby, z kurczaka z rożna na pizze. Nic nie pomagało. Tak moja przygoda trwała ładnych parę lat. Ludzie to akceptowali, że duży jestem to i brzuszek jest, przecież to norma. Ja też się pogodziłem, że skoro nie walę tony koksu to kraty nie ma. Z takim oto przekonaniem dzielnie kroczyłem po ścieżkach ludzkiej niewiedzy. Kształciłem się ładnych parę lat, dalej trzymając się kurczowo esportu i RPG-ów. Tak mijały lata, a na drodze życia pojawiło się BJJ, pierwszy klub sportowy Pretorian. Drugie podejście do sportów walki. Tym razem w dupie miałem lekarza, aż do pierwszych zawodów. Ale spokojnie i z pokorą godną adepta sztuk Zen, trenowałem w ciszy i spokoju. Pojawiły się pierwsze zawody, medale. Zatem zajarany jak grubas chipsami, zacząłem coraz częściej uczęszczać na treningi. Kolejne turnieje, garść doświadczeń, parę trofeów. Pamiątka zwycięskich bitew i licznych blizn, zarówno tych na ciele jak i psychice. Ta przygoda trwa do dziś, a wiedzę jaką zdobyłem w jej trakcie chcę przekazać Tobie drogi czytelniku. Zatem oglądaj, czytaj, słuchaj, ucz się. Analizuj, pytaj, pisz. Jest wolność, każde pytanie jest dobre, a każda konstruktywna uwaga mile widziana. Zapraszam Cię do mojego świata, pełnego walki, czarnego humoru,  ostrego życia oraz ciężkiej jazdy!

8 komenatrzy

Zostaw komenatrz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych tagów HTML i atrybutów <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Copyright © 2015. Mateusz "Donaj" Donajski

/* ]]> */